Od
A. Kilka myśli na progu
nowego tomu wierszy
Wojciecha Kassa
Mamo
poznajesz mnie… […] – ja żyjący
1.
Poeta odwrócony tyłem do
zgiełku świata, odchodzący w ocienioną ścieżkę. Z czerni
dobywa go już tylko biel koszuli i kapelusza. Możemy domyślać się
jedynie, że – zaplótłszy ramiona – prawą dłonią podtrzymuje
schyloną ku ziemi głowę.
„Nie wchodź nagle w
rzeczywistość poety”, myślę sobie. Bez zapowiedzi, bez
zaproszenia. Zatrzymuję się zatem w progu, wprzódy ważąc w dłoni
szczupłą książeczkę.
2.
Otwarte na oścież oczy
tego dziecka, które zdumionym i przerażonym jednocześnie wzrokiem
spogląda gdzieś ponad moje prawe ramię, wtulając przy tym głowę
w połę płaszcza (matki?), jakby rozpaczliwie poszukując osłony,
azylu, przed niesamowitym, które stoi przecież tuż za mną…
3.
Zdjęciu autora na odwrotnej
stronie okładki tomu towarzyszy lapidarna notatka: „Wojciech Kass
– urodzony, poeta”. Żadne – „wydał” (już tak wiele, a
ostatnio…), „był” (tu i tam; a przede wszystkim – laureatem,
tych i innych, jakże istotnych, nagród) i „bywał”
(wielokrotnie u…, czy w antologiach; i koniecznie – tłumaczony!).
Jest. Po prostu jest. Tu i
teraz. Wciąż, jeszcze… Jak każdy z nas, przez chwilę. Napisał
Ba!, które przykładam bliżej, do oczu, ust.
4.
Ba! Jak napisał!