Wojciech Gawłowski - ur. w 1953 r. w Ostrowie Wielkopolskim. Poeta, krytyk literacki, publicysta. Autor zbiorów wierszy Błędnik równowagi (1977, 1979), Przypisy do przepowiedni (1985), Zmienna losowa (1985), Prowincja zimowego zmierzchu (1993), Zapach gasnącej świecy (2000), Podania, życiorysy, legendy i baśnie (2000), Głosy, obrazy i sny (2003), Prowincja ostrów miasta (2008), Lunapark nieśmiertelności (2011). Laureat m.in. Medalu im. Stanisława Grochowiaka (1978), Nagrody Peleryny (1985) oraz Konkursu Poetyckiego im. R. M. Rilkego (1999). Publikował m.in. w „Nowym Wyrazie”, „Nurcie”, „Odgłosach”, „Życiu Literackim”, „Integracjach”, „Gazecie Malarzy i Poetów”, „Toposie”, „W drodze”, „Arkuszu”. Tłumaczony na język niemiecki.



WYBÓR WIERSZY


***

Patrz!
Jastrząb kołuje zwolna nad sitowiem
kuna pomyka porzuciwszy uduszone pisklęta
a nas zagryzie w końcu
to tak przecież cherlawe zwierzątko
sumienia.

1982


Krucjata dziecięca I

Jest na kolejowej skarpie w gęstwinie cmentarzyk
gdzie drzewa i krzewy biczują po twarzy

Stopa łagodnie grzęźnie, zapadłe mogiłki
ziemia, trawa, korzenie zarosły tabliczki

Z numerkami kwater, figurek aniołów
imiona, nazwiska, daty narodzin i zgonu

blisko siebie lat kilka starczy na życiorys
klątwy genetyki, nieznane choroby

dziedziczone po przodkach bliskich i dalekich
konflikty krwi toczące żył podskórne cieki

Śpią doświadczalne króliki, Dziekanki pacjenci
Wiatrem wyniesieni na ołtarz powietrza

Wypatrujesz mogiłki Zbyszka wśród zieleni
Niebem ciągnie obłoków krucjata dziecięca


Krucjata dziecięca II

Wieś Łopienno dawny dworek pobielane ściany
w polodowcowej rozpadlinie wiatr jezioro marszczy

płaszczyzna wielkopolska ściele się szeroko
melancholia niziny wiatr łzę toczy z oka

Małe i duże dzieci co nie dorośleją
prowadzą zakonnice żwirową aleją

Procesja żywcem wzięta z płócien Wojtkiewicza
szczerzy gęby gawiedź kocie łby ulica

Z koszyczków kwiatki sypią wieją feretrony
stygmat Bożego Ciała nad tłum wyniesiony

bieleje hostia słońce na niebie wysoko
na horyzoncie w dali sinieją obłoki

pomrukuje burza gęstniej powietrze
(Na wpół uduszone pępowiną dziecko

z niedotlenionym mózgiem ogniem na policzku
czterdziestoletnia Ewa z dzwoneczkami w ręku)

Procesja zawraca by zdążyć przed deszczem
zasłona przybytku nie rozdarta jeszcze

Wiatr kręci bicze z piasku i na oślep razy
rozdaje. Rwą ziemię korzenie błyskawic

Napowietrzna golgota staje nad równiną
z chmur otwartego boku strugi wody płyną


Wyjątki z kroniki rodzinnej

Umarli
w żywych dochodzą
do głosu.

W toń zwierciadlaną
spada kamień
losu.

Krąg
za kręgiem
płaską taflę
łamie.

Fala liże ranę.
Zabliźnia się
pamięć.

9.04.2002


***

Księżyc zaszedł za chmurę
trwa festiwal nieba
kwiat lipy i jabłoni
matka w dłoniach rozciera

pnie drzew ścięte jasne
wersy snu przebudzenia
czerń prószy świt wstaje
zza korony korzenia

5 rano, 12.02.2008.


Widzenie we śnie

Śnieżna jasna góra w białym świetle nowiu
Zamek z litego srebra mech leśny przy wezgłowiu
Śnienie , lśnienie w źrenicach zapadła noc nieba
Linią wzroku pochodem ciągną leśne drzewa

Drżenie , śnienie, lęk nagły , świtu masyw biały
Pokój przebudzenia , grzbiety książek i regały
Światło snu odbite wędruje przez słowa
W oknie pełnia księżyca srebrzysta ponowa

27.07.2008


Wnętrze

Chleby, krągłe kołacze
wśród gałęzi drzew, krzewów
Nie wiadomo: dar z nieba
czy dar składany niebu?

Ludzie siedzą na murku
na rozgrzanych kamieniach
plac zalany jest słońcem
sen jest cieniem wspomnienia

Szepczą liście i wargi
szmer w gałęziach zamiera
ciszy niemej rytuał
mowę ludziom odbiera

Pozostaje milczenie
słońce topi powietrze
ścichły listki i wargi
chleba, snu ciepłe wnętrze

jest sklepieniem nad głową
puls krwi łuki  rozpina
serce kołacze w piersi
dzwonem śpiewa świątynia

noc 29/30.08.2009


Przyjaciołom ze Stuttgarten Schriftstellerhaus

Po parapecie deszcz się skrada.

Za oknem
miasto mówi do siebie
pomrukuje
późno kładzie się spać.

Pod drżącymi powiekami
nieznajoma ręka
wertuje z wprawą
rękopisy snu.

Ach,
wczytywać się w nie
przekładać na obce języki
nim strawi je
biały płomień jawy.

Stuttgart, 24.09.2004


Z Wiliama Blake,a

Z nieba wiosny
Wenus na tle Plejad

Jasne świecidło-monidło
W kłębie srebra

Między istotą a rzeczą
Cienie, światło odbite

Drzwi percepcji skrzypią
Wiszą na jednym skrzydle

6.04.2004


Do królowej

Jeść z ręki
cóż tam z ręki
ze stópki
okruszki
spomiędzy palców nóżki
leżąc
głowę zadzierać wysoko

Ty królowo
otwórz mi na czole
ostrzem szpilki
z pantofelka
trzecie oko.

26.04.2010


Widokówka z Sopotu  

Na molo
sprzedawca muszli
przy uchu
z komórką

Obok
wczasowicz
w muszli zasłuchany

Szumiące, słuchające

muszle mórz
ciał komórki
kosmiczne membrany.

16.01.2010


Przyjazne prądy

Samoloty   
z kartki  papieru.

Spadają w dół
lub kołują szukając
przyjaznych prądów powietrza.

Bacznie obserwuj kobiety
i przyrodę.

Powoli składaj
do lotu
kartkę wiersza.

Niech się
do końca ułoży
origami przestworzy.

30.01.2010


Widzenie I

Na czerni dachu wróble
doskonalą owalny kształt
chlebowej skórki

Gdy odlatują spłoszone
owal galaktyki
otacza nas

Wnętrze chleba
łaknące
nigdy nas nie syte


Przedwiośnie

Na grobowej rabatce
ptasie gniazdko.

Tam uwite
czy przywiane
z pobliskiego drzewa ?

Znicz skwierczy
cisza kwili
mokre niebo i ziemia.

Wicie
wianie
tchnienie.

Nieobjęte przestrzenie.

28.03.2009