sobota, 17 maja 2014

Bartosz Adamski o "Licheń story" Jakubowskiego


"Teraz i w godzinę śmierci naszej..."
- w poszukiwaniu sensu i zbawienia


Znane, cieszące się niejednoznaczną sławą Sanktuarium Maryjne stanowi w spektaklu „Licheń Story” jedynie pewne miejsce akcji, swoisty punkt wyjścia do snucia ogólnoludzkich rozważań. Bohaterowie zgromadzeni w świątyni przemierzają jej rozległą przestrzeń na kolanach, w pewnym ustabilizowanym rytmie, ewidentnie poszukując czegoś, co nie jest do końca określone. Przybyli tu wyjęci ze swoich światów, w większości samotnie, a tylko nieliczni zaś - w parach (Pan Gminny oraz Pani Gminna). Każdy z nich przedstawia swoją historię. Tak oto tworzy się polifoniczność rozbrzmiewająca sekwencjami wypowiadanymi przez pielgrzymujące postaci, nie tworzącymi ostatecznie jednej, spójnej opowieści. Kategoria wspólnoty zdaje się nie dotyczyć bohaterów przedstawienia, nie prowadzą oni między sobą dialogów, nie integrują się. Wyjątek w tej kwestii stanowią jedynie momenty intonowania przez bohaterów sakralnych pieśni, wykonywanych chóralnie, z podziałem na głosy dokonanym w ramach prostych, acz wyrazistych harmonii.


 

Cel pielgrzymki nie został wyartykułowany w sposób jednoznaczny i konkretny. Bohaterowie kryją we wnętrzach swych dusz różne traumy, bóle, lęki, którym pragną jakoś zaradzić. Stanowią je: śmierć dziecka, niespełniona miłość, wyrzuty sumienia po utracie kogoś bliskiego, załamanie wiary, emocjonalna pustka. Tym, co łączy historie wszystkich postaci jest fakt pewnego pęknięcia, zachwiania. Ich życie zostało w pewnym momencie złamane, a teraz pragną oni na nowo znaleźć sens oraz rodzaj jakiegoś zbawienia, niekoniecznie związanego z kwestiami stricte religijnymi. Te ostatnie, wbrew temu, co sugeruje miejsce akcji oraz narracja spektaklu, nie wybrzmiewają w przedstawieniu zbyt natarczywie. Wiara, religia zostały tu wchłonięte przez kategorię o wiele szerszą, którą określić by można jako duchowość w ogóle. Bohaterowie (poza postacią Biskupa) nie przybyli do bazyliki, by szukać Boga, lecz pewnej duchowej głębi, ontologiczno – aksjologicznej esencji. Obecność w sanktuarium wiążą oni z nastaniem jakiejś zmiany będącej z kolei skutkiem podjęcia przez nich pewnej refleksji, zastanowienia się nad życiem i swym położeniem, również (ale niekoniecznie!) w wymiarze sakralnym. Współczesny człowiek jawi się w rzeczywistości przedstawionej spektaklu jako zagubiony w świecie, stawiający pytanie o sens życia oraz sposób dotarcia do niego, wreszcie, o status i funkcjonalność wiary…

Choć niewiele zostało w przedstawieniu powiedziane wprost, to jednak można z jego treści odczytać jedną, na pozór oczywistą, ale niezwykle istotną prawdę. Postać Parkingowego (Łukasz Ignasiński) oraz Kucharki z Betanii (Anna Magalska-Milczarczyk), ich skłonności do przemian i wielowątkowe historie życia pokazują bowiem, że w każdym z nas tkwią głębokie pokłady duchowości i szlachetności, które muszą jedynie znaleźć dla siebie warunki do wyjścia na wierzch, chociaż łatwo je stłumić, uczynić niewidocznymi. Uosobienie wnętrza bohaterów, tego, „co się komu w duszy gra (…)” stanowi postać brawurowo (!) zagrana przez Marię Kierzkowską. Wyróżnia się ona już w pierwszym rzucie swym wyglądem – przyodziana w biały kostium sprawia wrażenie istoty odrealnionej, w świecie przedstawionym, szczególnej. Raz jest duchem dziecka zabitego nieumyślnie przez ojca, innym razem przeistacza się w alter ego jednej z bohaterek, a kiedy indziej zaś rozmawia z obecnym w sanktuarium Synem (Grzegorz Wiśniewski) jako duch jego zmarłego przedwcześnie ojca. Rola ta wymagała od aktorki niezwykłej zdolności do dokonywania szybkich transformacji oraz dużej sprawności fizycznej. Postać odgrywana przez Kierzkowską porusza się bowiem, w stosunku do pozostałych bohaterów, dużo szybciej, przybiera nietypowe pozy, ze sporą biegłością musi zmieniać miejsce swej scenicznej obecności.

Bohaterką pozostającą w relacji pewnego podobieństwa do omawianej wyżej postaci jest Dziewczyna Klozetowa, w której rolę wcieliła się Matylda Podfilipska. Obie postaci zdają się „wiedzieć więcej” nie tylko o pozostałych bohaterach, ale o człowieku w ogóle. Dziewczyna od dawna pracuje w licheńskiej toalecie, spotyka sporą liczbę ludzi i na tej podstawie zdobywa pewną ogólnoludzką mądrość. Cechuje ją skromność oraz prostota myślenia. Dzięki kreacji Podfilipskiej postać ta staje się widzowi jakoś bliska, wzbudza sympatię, a także chęć identyfikacji.

Wielogłosowość charakterystyczna dla przedstawienia od samego jego początku zdaje się jednak od pewnego momentu wymykać spod reżyserskiej kontroli. Widz zaczyna odczuwać brak spójności, a raczej przypadkowość przedstawianych sekwencji. Spektakl traci koncept, zaczyna żyć własnym, nieregulowanym przez nikogo życiem. Równie przypadkowe, tematycznie niefunkcjonalne jest wtrącenie do akcji naturalistycznej sceny gwałtu, a potem brutalnej zań zemsty. Sekwencje te pochodzą niejako z innej płaszczyzny tematyczno - estetycznej i w efekcie odbieramy je jako po prostu niepotrzebne.

Na scenografię przedstawienia składa się kilkupoziomowa posadzka pokryta kafelkami przedstawiającymi postaci Jezusa oraz Matki Boskiej. Dużą rolę w spektaklu odgrywa praca światłem, które nadaje prezentowanym scenom odpowiednią tonację, dopełnia ich estetykę oraz sens. Równie ważna jest tu gra dźwiękiem. Głosy aktorów zostały wzmocnione echem, które pogłębia iluzję znajdowania się w świątyni, wpływa korzystnie na nastrój przedstawienia.

Pomimo pewnych uchybień nie sposób nie uznać, iż „Licheń Story” stanowi spektakl ważny, realizujący niebagatelną funkcję wypełnianą przez teatr na przestrzeni dziejów, jaką jest prezentacja oraz analiza dramatycznej kondycji człowieka w pewnym konkretnym obszarze dziejowym. Przedstawienie nie udziela odpowiedzi, nie poucza, ale stawia pytania. Nie wiadomo czy życie bohaterów, po wizycie w licheńskiej bazylice, ulegnie jakiejkolwiek zmianie. Ważny zdaje się być jednak sam akt refleksji, zatrzymania i pochylenia się nad tym, co w życiu esencjonalne – czytaj: „duchowe” – w najrozmaitszych rozumieniach.

                                                                                                                              Bartosz Adamski

źródło tekstu: menażeria , teatrdlawas.pl