wtorek, 1 kwietnia 2014

Karina Ćwirzeń o tomie "W końcu świat" Kudyby


Recenzja tomu W końcu świat Wojciecha Kudyby.
Przedruk ze strony magazynu literackiego "Latarnia Morska".


Karina Ćwirzeń
Drogą "zawsze do wewnątrz"


                                                      Pełnia moja od innego zależy
                                        (Raïssa Maritain, Quare tristis es)

Na nowy tom poetycki Wojciecha Kudyby składają się wiersze świadczące o przebytej drodze. Wiersze dojrzane z górskich szlaków, wyszukane wśród łąk, w trawie, ale też znalezione w zaludnionych miastach, w rynku, na wieży kościoła; czasem wywędrowane z książką w ręce jak z mapą.
Wiersze będące owocem spojrzenia, pod którym „nawet padlina staje się kwitnącym sadem” (Plewienie marchwi). Poezja ta bogata, jak tobołek, z którym dopiero co wyruszyło się z domu lub właśnie powróciło się z podróży. Poezja, która nie jest sama dla siebie, poezja-podarunek, zaproszenie do wędrowania wśród pytań pod niebem, książka na drogę.
Książka na drogę unoszącą zawsze do wewnątrz. „Dokąd prowadzi droga? Dokąd podróż wieczna/ Przez czas?” Pytania, które inicjują wędrówkę, i najważniejsze z nich – kiedy zbliży się śmierć? Teraz, czy jeszcze nie?
Wyruszamy wieczną drogą: „pośród tak wielu światów, niepewni, zbłąkani/ Szukamy odpowiedzi, lecz same pytania” (Dzieci). Jesteśmy konieczną odpowiedzią na glos Ojca – wyruszyliśmy, bo Ktoś nad daje znaki z drugiej strony, właśnie dlatego, że jest. Ktoś woła, dlatego jesteśmy w permanentnym ruchu. Droga zaś jest poznaniem, kształtowaniem (się). Jest Miejscem, do którego docieramy, tym, w którym akurat jesteśmy i z którego postrzegamy świat, miejscem spotkania z Innym, a więc rozmową, podczas której „nic się nie zmienia/ Prócz nas samych” (Dzieci).

 
Wiersze, których rytm podrywa do wędrowania, które jest słuchaniem, patrzeniem, przechodzeniem od tego, co konkretne, przez to, co symboliczne, do tego, co esencjonalne – poszukiwaniem innego, który nas zmienia, docieraniem do najgłębszej swojej istoty, tam, gdzie odnaleźć można to zagłuszone blichtrem współczesności miejsce połączenia z Innym, z całym stworzeniem. Wędrowanie, za którym idzie zmiana, wewnętrzne poruszenie, odkrycie jedności tego, co dookolne – świat, przyroda – i tego, co głęboko ukryte (w nas), pojednanie z polnym stworzeniem i z drugim człowiekiem, odkrywania miejsca Boga w nas. Przyjęcie do siebie, że jesteśmy wpisani w kreacyjny plan Pana, tak jak rozmowa jest wpisywaniem nas samych w szerszy kontekst.
Zatem Miejsce. To bliskie, swoje, albo które nas w końcu oswaja. Może są jedynie miejsca bliskie? Wspominanie i odwiedzanie. To, co odnalezione w pamięci. Zaglądanie do miejsc, które są częścią nas, których my jesteśmy częścią. Oglądanie się w przeszłość, rozpoznawanie znaków, które dano nam na drogę, patrzenie na to, co nas ukształtowało. Czerpanie na dalszą drogę z tajemniczej studni dzieciństwa – przecież „wciąż tam jesteśmy”, jak czytamy w wierszu Siwa Dolina. To właśnie, co ocalone w pamięci, zdają się mówić te wiersze, tworzy nas najpełniej. Zapomnieć drogi do domu znaczy utracić wszystko? Przecież „dom zawsze gdzie indziej” (Wstępowanie).
„Poeta – muzyk mowy”, wiedzie czytelnika tak przez miasta, jak i przez łąki – bo drogą jest też poznanie poetyckie, a poezja lubi chować się „z drugiej strony miasta/ w korzeniach traw, w rogu cmentarza” (Zwierzę poetyckie). Kształtuje nas obcowanie z naturą, wsłuchiwanie się w jej tajemniczy głos: „znaki skryto w ziemi - ” (Ogród kabalistów),  „gdzieś tu, pod śniegiem musi być Wieczernik” (Kopia Górka), tak jak obcowanie z kulturą (litery), która równie mocno znaczy te wiersze, także na prawach cytacji. Więc rozmowa także poprzez znaki żyjących w piśmie. Wędrowanie z żywymi i z umarłymi, bo nikt tak właściwie nie jest martwy, w nas żyją głosy.
Droga nie zawsze jest łatwa. Bywa, że wiedzie przez miejsca zacienione, wpada w ciemność, gubi się. Poeta mocno akcentuje obecność Pana, ale i jego dotkliwy brak, kiedy ktoś, kto odsuwał ciemność, zasłania swe oblicze, zamyka w ciemnej dłoni „rynek w grudce bursztynu”. Dlatego droga jest też oczekiwaniem. Aby wędrować, potrzebne jest zaufanie , którego źródłem jest doza zgody na świat. Tu jest przecież nasz dom (tymczasowy), tu oto jesteśmy. Ufa się Temu, który ten świat stworzył? To stworzenie upewnia nas o tym, że On jest. Wprawdzie w czasie nocy „znaki wskazują wyłącznie na siebie” (Miasta), lecz „każde słowo/ Może teraz stać się iskrą” (Dom). Z tego miejsca przecież będę ocalony (Kraków).
Droga jest zmianą, poszerza nasz świat wewnętrzny. Wędrować to widzieć pełniej świat dookolny, który na powrót skupia się w nas, który prowadzi do głębi. Dlatego wciąż trzeba siebie porzucać, w drodze do środka powracać, dać się porwać Wiatrowi, głosowi Rozmówcy. Potrzeba, aby:
 
Wsuwać się w ziemię, w zimie
Wciąż do wewnątrz
Aż do korzeni, iść przez ciemność

Spoczywać, drążyć, nie ustawać
Bez ruchu, prędko
 
                              ("Woda")

Wojciech Kudyba"W końcu świat",Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Sopot 2014, str. 120